Jesli mogę zabrać głos.
Raz - co innego jest znanie języka a co innego podjęcie się tłumaczenia spotkania. To naprawdę spora róznica, bo nie wszyscy autorzy maja tendencję do mówienia super-poprawnym językiem i tłumaczenie spotkań na bieząco to trudna robota (chyba, ze mamy wyjątkowe szczęście).
Dwa - co do spotkań autorskich - zgadzam się z przedmówcami. O ile to nie jest jakis super-specjalny autor, którego trudno spotkać, to raczej warto zlecić takiemu (w sensie "zaprosić go do wygłoszenia"

prelekcje na jakiś ciekawy temat - na ogół pokrewny z zainteresowaniami więc pewnie i z twórczością - niż raz jeszcze (któryś już z rzędu, wszak pisarzy mamy ograniczona pulę w kraju) posiedzieć sobie naprzeciw niego na krzesełku.