Kraków ocalony!
Po miesiącach oczekiwania, niejasności i zupełnej dezinformacji przynosimy Wam radosną nowinę! Kraków ocalił swój konwent – taka oto informacja atakuje nas na stronie ConFuzji – kolejnej odsłony krakowskich trylogii konwentowych. Po trzech ConQuestach i trzech ConStarach nadszedł czas na zupełnie nową imprezę. Ale czy aby na pewno „Kraków ocalił swój konwent”…?
Impreza odbyła się w dniach 19-22 czerwca w Krakowie, w Zespole Szkół nr 10 im. Świętego Mikołaja przy ul. Lubomirskiego. Osobiście zmianę daty (dla niezorientowanych: krakowskie trylogie konwentowe odbywały się od zamierzchłych czasów w terminie majówkowym) uważam za zaletę, jednak studenci, którzy mają wtedy sesję nie byli tym specjalnie zadowoleni.
Być może ten zabieg wpłynął na frekwencję na konwencie – szkoła (choć nienajwiększa) świeciła pustkami. Z drugiej strony łatwo było się pomieścić w sleeproomach. Sanitariaty w budynku prezentowały się całkiem dobrze, nigdy nie brakowało papieru toaletowego. Znalazł się nawet jeden prysznic. W szkole funkcjonował także bufet, gdzie można było zakupić coś ciepłego do jedzenia czy picia. Okolica konwentu to praktycznie samo centrum Krakowa – zaraz obok dworzec, za nim Rynek. W najbliższym otoczeniu miejsca imprezy znalazło się parę sklepów, a także knajpa konwentowa – „Palce lizać”, w której można było się napić piwa ze zniżką i pointegrować z innymi uczestnikami konwentu.
Niestety, nie jestem w stanie przybliżyć piątkowych atrakcji, gdyż na terenie konwentu zjawiłam się dość późno. Większość uczestników konwentu albo przebywała na larpach (niestety część z nich się nie odbyła ze względu na niską frekwencję), albo przesiadywała w konwentowej knajpce. Odebrałam więc swój informator i laminowany identyfikator (całkiem ładny zresztą, ba, nawet smycz się dostawało, ale w końcu smycze są dla mangowców
) i dołączyłam do grona wesoło bawiących się konwentowiczów.
Każda z odsłon krakowskich trylogii konwentowych ma swoją konwencję. Tym razem nie było inaczej – tematem przewodnim ConFuzji byli policjanci i złodzieje. W programie znalazło się mnóstwo tematycznych prelekcji. Można było posłuchać o tajnikach policyjnych negocjacji, dowiedzieć się czym są kryminologia, kryminalistyka i wiktymologia, a także poznać sylwetki najsławniejszych, seryjnych morderców. Znalazły się także punkty traktujące o używaniu kryminalistyki w RPG. Jednym słowem – konwencję dało się odczuć.
Jeśli zaś chodzi o program, to sobota i niedziela pod tym względem prezentowały się o niebo lepiej od piątku. Każdy znalazł coś dla siebie – interesującą prelekcję, spotkanie autorskie z pisarzem, fascynujący konkurs, przeróżne warsztaty i pokazy czy ciekawego larpa. Zorganizowano też Games Room z pokaźną ilością gier dostarczonych przez sklep Bard oraz wydawnictwo Kuźnia Gier. Oprócz tego na konwencie można było pograć w kilka wymarłych karcianek, takich jak Kult czy Shadowrun. Kolejną rzeczą, o której warto wspomnieć, był Orient Express oraz turniej Gramy o miano najlepszego gracza (w tym roku tytuł ten zdobył Mateusz „Craven” Wielgosz).
W programie konwentu znalazły się także wydarzenia odbywające się poza terenem szkoły, jak np. larp „Tajemnica fortu VII”, który jednak musiał zostać odwołany ze względu na warunki pogodowe.
Sama byłam na paru konkursach, takich jak „Mega konkurs Muzyczno-Filmowo-Serialowo-Growy”, czy „Sjunde inseglet – czyli konkurs filmowy”. Udały się także dwa konkursy organizowane przez Bąka i Diabła – „Konkurs Policyjny Misz-Masz” i „Konkurs harcorowej wiedzy o cRPG v. 2”, które zgromadziły całkiem pokaźną ilość uczestników.
Koniecznie też trzeba wspomnieć o nagrodach dla uczestników. Organizatorzy stanęli na wysokości zadania – każdy zwycięzca otrzymywał świetne pozycje książkowe czy figurkowe.
Poniedziałek był dniem szybkich pobudek, ekspresowego sprzątania sali i pakowania się, by tylko zdążyć na pociąg. W tej chwili przychodzi czas na ogólne podsumowanie konwentu, ale zanim to zrobię…
Trzeba wspomnieć o specyficznym nastroju przed-konwentowym. Przed imprezą często słyszałam niepochlebne opinie, znajomi odradzali przyjazd. Kiepsko układała się współpraca z organizatorami, którzy nie odpisywali na zgłaszane punkty programu. Do tego dochodzi jeszcze nienajlepszy marketing, średnia reklama, brak częstych informacji o imprezie. Takie rzeczy skutecznie zniechęcają potencjalnego uczestnika do przyjazdu, co z pewnością miało wpływ na niską frekwencję. Mnie jednak nie odstraszyła ta medialna posucha, zjawiłam się i… Nie żałuję.
Podsumowując, naprawdę warto było przyjechać. Impreza mimo tylu błędów i pewnych niedociągnięć zdołała przyciągnąć około 300 osób (chociaż miało być 500 – http://paradoks.net.pl/read/10868) z bliższych i dalszych zakątków Polski. Pozytywnie można ocenić program konwentu, garść udogodnień dla uczestników konwentu, świetną lokalizację w centrum Krakowa. No i oczywiście ludzie – bez nich konwent byłby zdecydowanie nudniejszy (a akcję z polonezem zapamięta każdy). Minusem była słaba reklama, kiepski kontakt z twórcami konwentu i oczywiście pogoda, ale to już zupełnie niezależne od organizatorów. Ekipa Porytkonu zgodnie przyznała ConFuzji ocenę dobrą. I odpowiadając na pytanie z początku tekstu – tak, Kraków ocalił swój konwent.