“Ty, który wchodzisz żegnaj się z nadzieją”
Grojkon to konwent który nam, organizatorom Porytkonu, jest bardzo bliski. Po pierwsze wspieramy się programowo, po drugie na informatorze znalazło się nasze logo i zapewne będzie można w przyszłości zaobserwować inne sposoby pomagania sobie nawzajem. A że znowu minął już tydzień od edycji 2009, to wypadało by zrobić debriefing…

Napis wiszący nad salą prelekcyjną napawał uczestników konwentu otuchą…
Na pierwszy ogień miejscówka – V Liceum Ogólnokształcące w Bielsko-Białej (alternatywna nazwa powstała na konwencie – „Szatańsko Czarna”) oraz szkolne schronisko młodzieżowe Bolka i Lolka. Z jednej strony bardzo fajne rozwiązanie, bo spora część uczestników skorzystała z tanich noclegów, a pozostali i tak mieli sale w salach zbiorowych. Ale z drugiej strony w schronisku nie spali tylko konwentowicze, co niestety nigdy nie jest fajnym rozwiązaniem. Tutaj też wielki plus dla organizatorów – jako twórcy programu dostaliśmy własny 3 osobowy pokój. Tak jeszcze nigdy mnie nie potraktowano
. Z samej szkoły organizatorzy dostali tylko parter, co niestety mocno odbiło się na programie konwentu. Bo w końcu ile atrakcji można upchnąć mając tylko kilka sal? Sama okolica szkoły już standardowo dla konwentów nie była najciekawsza. W informatorze zabrakło też mapki, więc niektórzy mogli pobłądzić.
Po zaakredytowaniu uczestnik dostawał standard konwentowy z jedną małą różnicą. Mianowicie wsuwka w identyfikator (to na czym zwykle się podpisujemy) była równocześnie… naklejką. Więc jak ktoś lubi oklejać swój pokój, to ma miła pamiątkę. A jak ktoś zbiera identyfikatory jak ja, to ma dziwną świadomość, że ma naklejkę w identyfikatorze.
Po szybkim przejrzeniu informatora, zostałem lekko powalony na kolana. I to wcale nie pozytywnie. Jedna sala prelekcyjna, jedna sala konkursowa, jedna LARPownia, Games Room, Arcade Room (sala z konsolami i UltraStarem), miejsce dla bitewniaków i karcianek i tzw „przewiązka” czyli połączenie między schroniskiem a szkołą. To nie za duża przestrzeń, żeby zrobić ciekawy programowo konwent. Trzeba jednak przyznać, że choć punktów było mało, to nie wiało taką wielką nudą. Prelekcje robili ludzie raczej znani i pewni, jak choćby Mateusz „Inkwizytor” Budziakowski, Jacek Komuda czy Piotr „Ghart” Lechowski.

Bąku prowadzi prelekcje
A będąc przy programie, warto wspomnieć o nagrodach, które można było wygrać na konkursach… I niestety muszę przyznać że spodziewałem się więcej. Jasne, nie każdy konwent to Pyrkon, jednakże Constar 2008 o podobnych rozmiarach o wiele lepiej obdarował uczestników konkursów. Osoba odpowiedzialna za sponsorów zdecydowanie się nie postarała.
Hitem dla dziadków konwentowych takich jak Seji czy Krakonman okazał się UltraStar. Sam bardzo lubię powyć do mikrofonu, dzięki czemu w tej sali spędziliśmy bardzo dużo czasu. Konsole były 3 – NES, PS2 i PS3. I jednego tylko nie rozumiem, jak konsola może się zacinać i gubić klatki w animacji? Dość szybko przez to dawałem sobie spokój, bo tak grać się nie da.
Games Room nie powalał ani nie zaskakiwał. Bąku znalazł sobie grupę na dwie gry w Ryzyko, Misiekh poza Ryzykiem zagrał w Battlestar Galactica, a ja zadowoliłem się partyjką w Neuroshime Hex. Był Arkham Horror, był Munchkin i było parę innych znanych tytułów. Ale to gry które są wszędzie. Zdecydowany brak powiewu jakiejkolwiek świeżości.

Nasze fartuchy
A jak wypadła nasza działka programu? Frekwencyjnie dość średnio. Na mój konkurs survialu konwentowego przyszły 3 osoby z czego 1 chętna do uczestniczenia. Na wiedzówce o cRPG już lepiej, bo 9 uczestników i trochę publiki. Atrakcje Miśka i Bąka przyciągnęły podobną ilość ludzi. Co do poziomu naszych punktów to od oceny się wstrzymam. To w końcu działka tych, którzy w nich uczestniczyli.
Sale z karciankami i bitewniakami wyglądały dla mnie jak najciemniejsza czeluść piekielna, więc trzymałem się raczej z daleka. Ale przeglądając program, oraz patrząc na fakt że na te atrakcje przyjechało około 200 osób, były dobrze przygotowane. Zapewne najlepiej w całym konwencie.
Podsumowując, na Grojkon 2009 przyjechało około 500 osób. Nikt tych osób na konwencie nie widział. Bawiłem się dobrze, ale nie do końca za sprawą organizatorów. Zdecydowanie plusem był UltraStar, który umilił mi najbardziej czas na imprezie. Program, mimo że ubogi, był przygotowany przez sprawdzonych w polskim fandomie ludzi, co też trzeba naliczyć na plus. Niestety warunki w szkole nie pozwoliły zbudować różnorodnego programu, interesującego dla większej ilości ludzi, co jest chyba największym minusem tej imprezy. Samo schronisko też mimo wszystko nastręczyło tyle problemów, że chyba lepiej spać w sali w śpiworze. Do minusów trzeba też dopisać lekko pokpioną sprawę z sponsorami.
Ta impreza ma potencjał, ale musi zdecydowanie znaleźć lepsze miejsce by upchać więcej programu, bo obecnie nie było zbyt dużego wyboru. Jeśli kogoś nie interesowały obecne punkty programu, to nie pozostawało mu nic innego jak UltraStar albo iść na piwo do knajp oddalonych o spory kawałek od konwentu. Może za rok będzie lepiej?
May 3rd, 2009 at 17:34
Ja Ci dam dziadka…
Krakonman! Bierz sztuczna szczeke, ja biore laske i na Sosnowiec! :>
May 7th, 2009 at 08:47
“Sale z karciankami i bitewniakami wyglądały dla mnie jak najciemniejsza czeluść piekielna, więc trzymałem się raczej z daleka.” – powiedział Diabeł