Spóźniona relacja z Pyrkonu
Ziemniak, ziemniak i do domu… Znaczy się, Pyrkon skończył się jakiś czas temu, a ja powoli dochodzę do siebie po tym święcie fantastów. Poznański konwent jak zwykle nie zawiódł, a nawet pokusił bym się o stwierdzenie, że znowu ustanawia nowe standardy. Ale przejdźmy do rzeczy.
Pyrkon odwiedziło 2876 ludzi, wliczając organizatorów, obsługę, twórców programu itp. Jest to liczba dość spora i w granicach oczekiwań organizatorów. Dlatego straszny minus, że na otwarcie konwentu było tak mało stoisk akredytacji. Dopiero wieczorem uruchomiono dodatkowe stanowiska, ale było na to zdecydowanie za późno – niektóre osoby zdążyły się wystać dwie-trzy godziny w kolejce. Niby uruchomiono rejestracje danych na stronie, ale z tego co słyszałem wcale nie skracało to procedury za akredytowania..
Przy akredytacji uczestnik konwentu dostawał identyfikator, przypinke Pyrkonową i opaskę na rękę. Opaska wzbudziła bardzo wiele kontrowersji, zwłaszcza że ludzie byli źle informowani, do czego ona konkretnie służy. Mnie osobiście denerwował sam fakt obowiązku noszenia drapiącego czegoś na ręce przez 48 godzin, ale jakoś zdzierżyłem. Natomiast kompletnie nie rozumiem, po co kazano nosić je gościom konwentu. Bo czy ktoś z was widział, aby na festiwalu czy koncercie występujące zespoły nosiły takie same opaski jak uczestnicy? Ja nie.
Po zarejestrowaniu się, porzuceniu rzeczy w sali i małym zwiedzeniu okolic szkół konwentowych, przyszła pora na oplakatowanie budynków. Plakatów trochę z sobą przywieźliśmy, więc do pracy zaciągnęliśmy znajomych. Na starcie jeden z organizatorów poinformował nas, że jak nie mamy taśmy papierowej, to powinniśmy wieszać plakaty na oknach i drzwiach. Tak też zrobiliśmy. Jednak w sobotę, gdy przechodziłem koło miejsc w których plakaty wieszano, okazało się że zniknęły. Nie wiem czemu, ale mam nadzieje że po prostu któremuś uczestnikowi tak spodobały się nasze plakaty.
Jako, że skończyliśmy obowiązki na tyle późno, że nie był już gdzie załapać się na punkt programu, postanowiliśmy zintegrować się z uczestnikami i po promować Porytkon najzwyczajniej rozmawiając z ludźmi. Odzialiśmy się w nasze fartuchy lekarskie z logiem na plecach, i ruszyliśmy do boju.
W sobotę zaczęliśmy odwiedzać punkty programu (choć może lepiej to nazwać siedzeniem w sali konkursowej). Niestety, jako dziadki konwentowe raczej nie chodzimy na prelekcje z zasady. Bo co jak co, ale nie można zarzucić Prkonowi by miał biedny i nudny program. Było do tego stopnia różnorodnie, że organizatorzy pracują już nad maszyną do klonowania dla uczestników konwentu.
W sumie sam zaliczyłem tylko parę atrakcji, ale wybrania na żadną nie żałowałem.
Z tej garstki na której byłem, najbardziej w pamięć zapadło mi „Air Guitar Hero” prowadzone przez panów z Zakazanej Planety, a w którym sam brałem udział. Na scenie w auli grupka odważnych osób prezentowała swoje umiejętności gry na… wyimaginowanej gitarze. Wprawdzie pojawiłem się tam przypadkowo, ale bawiłem się tak dobrze, że za rok chyba to powtórzę.
Drugim wartym uwagi konkursem był konkurs dźwiękonaśladowczy prowadzony przez Oskara „Fenrana” Usarka. Polegał na przekazaniu dźwiękami hasła, nie gestykulując itp. Wspaniała zabawa z rana – powydawać z siebie dźwięki Żubra czy też Legendy Pięciu Kręgów.
Poza tym, na konwencie odbywała się masa wszelakich turniejów, jednak bardzo często nakładały się one na siebie, przez co dane było mi dane zagrać tylko w Munchkina i odpaść w półfinale.
Będąc przy Games Roomie, trzeba wspomnieć, że stoisko robiło imponujące wrażenie. Nie wiem czy ostatecznie udało się pobić rekord Polconu, ale gier było naprawdę dużo. Można było pograć w większość popularnych tytułów, jak i tych niepopularnych. Zdecydowanie GR na plus.
Tegoroczny Pyrkon zapadnie w pamięć na długo, choćby z faktu że jeszcze go odsypiam. Dzięki niemu zrodziło się parę pomysłów, które zrealizujemy na naszej imprezie. Na pewno też postaramy się przejąć parę spraw organizacyjnych, a nawet usprawnić niektóre rozwiązania. Ale Pyrkon pewnie i tak długo pozostanie dla nas niedoścignionym wzorem. Do zobaczenia za rok!
April 8th, 2009 at 23:47
Nie spodziewałem się tak ładnej relacji po Tobie
W sumie w imieniu organizatorów i własnym dziękuję za tak dobrą i bardzo rzetelną relację. Widać że przez ten czas odpoczynku po konwencie dobierałeś słowa i wszystko poukładałeś w składny i zwięzły opis imprezy. Cieszymy się, że przyjechałeś (mimo wątpliwości co do tego faktu przez różne osoby), oraz bardzo nam miło że się u nas Tobie podobało. Życzymy owocnego adaptowania pomysłów i rozwiązań… Pozdrawiam
April 9th, 2009 at 11:34
No, no. Spodobała mi się relacja. Nie ważne, że późno- ważne, że dobrze się to czytało.
April 15th, 2009 at 15:32
Dzięki chłopaki. Ja i tak ciągle jestem przekonany że mogłem spłodzić coś lepszego…
@lord: Pyrkon to ta impreza która w ciemno ląduje w moim kalendarzu. Mam nadzieje że utrzymacie poziom Pyrkonu w najbliższych latach.